Anioły wokół głowy DANIEL OLBRYCHSKI
Producent: (2)
BGW 1997, str. 328, stan bdb-
Od Autora
Drodzy Państwo,
bierzecie do ręki książkę — zapis wspomnień, rozterek, nie zawsze pogłębionych przemyśleń i anegdot z życia znanego Wam aktora.
Aktorstwo w moim pojęciu to najpierw zawód służebny. Dobrze, gdy bywa czasami twórczy. Ot, mają Państwo w swoim zabieganym życiu dwie godziny wolne i postanawiają — choć coraz rzadziej, niestety — pójść do teatru czy do kina. Tam pracujemy my. Staramy się, jak umiemy, czas ten Państwu umilić. Rozerwać Was, może wzruszyć albo rozśmieszyć. A czasami — tak też bywało — pokrzepić serca. Wstrząsnąć Wami.
W naszym kraju istniała zawsze jeszcze inna forma kontaktu widz — aktor: spotkania z publicznością. Rozmowy te cieszyły się i cieszą — wiem to z własnych, całkiem niedawnych doświadczeń — ogromnym powodzeniem. Nam, najpopularniejszym, przynosiły one dodatkowe dochody — uzupełniające skromne zarobki aktora: gaże za występy w polskich filmach czy teatrach. Wam — wielokrotnie mnie o tym zapewnialiście — często ogromną satysfakcję. Jasne, że Wasza satysfakcja, a bywa że i niedosyt po spotkaniach, czyniła i czyni nas szczęśliwymi. Egocentryk, którym każdy aktor być musi, cieszy się, iż przez dwie godziny jest punktem zainteresowania, mówiąc głównie o sobie i jeszcze sprawiając tym wielu ludziom przyjemność.
Z nadzieją, że tę przyjemność będziemy dzielić — Wy, widzowie, i ja, aktor — podjąłem się tych zwierzeń. A dlaczego ośmielam się robić to teraz? Mam już 47 lat i 30 lat pracy za sobą. Moje pokolenie jeszcze nie zapomniało Olbromskich, Kmiciców, Hamletów. Młodzież też jest mnie ciekawa — niedawno doświadczyłem tego podczas spotkania z publicznością „na żywo".
Świadomy ulotności zainteresowania naszą sztuką i nami osobiście, skorzystałem z propozycji spotkania się z Państwem właśnie teraz i właśnie w takiej formie.
Daniel Olbrychski
Od Autora
Drodzy Państwo,
bierzecie do ręki książkę — zapis wspomnień, rozterek, nie zawsze pogłębionych przemyśleń i anegdot z życia znanego Wam aktora.
Aktorstwo w moim pojęciu to najpierw zawód służebny. Dobrze, gdy bywa czasami twórczy. Ot, mają Państwo w swoim zabieganym życiu dwie godziny wolne i postanawiają — choć coraz rzadziej, niestety — pójść do teatru czy do kina. Tam pracujemy my. Staramy się, jak umiemy, czas ten Państwu umilić. Rozerwać Was, może wzruszyć albo rozśmieszyć. A czasami — tak też bywało — pokrzepić serca. Wstrząsnąć Wami.
W naszym kraju istniała zawsze jeszcze inna forma kontaktu widz — aktor: spotkania z publicznością. Rozmowy te cieszyły się i cieszą — wiem to z własnych, całkiem niedawnych doświadczeń — ogromnym powodzeniem. Nam, najpopularniejszym, przynosiły one dodatkowe dochody — uzupełniające skromne zarobki aktora: gaże za występy w polskich filmach czy teatrach. Wam — wielokrotnie mnie o tym zapewnialiście — często ogromną satysfakcję. Jasne, że Wasza satysfakcja, a bywa że i niedosyt po spotkaniach, czyniła i czyni nas szczęśliwymi. Egocentryk, którym każdy aktor być musi, cieszy się, iż przez dwie godziny jest punktem zainteresowania, mówiąc głównie o sobie i jeszcze sprawiając tym wielu ludziom przyjemność.
Z nadzieją, że tę przyjemność będziemy dzielić — Wy, widzowie, i ja, aktor — podjąłem się tych zwierzeń. A dlaczego ośmielam się robić to teraz? Mam już 47 lat i 30 lat pracy za sobą. Moje pokolenie jeszcze nie zapomniało Olbromskich, Kmiciców, Hamletów. Młodzież też jest mnie ciekawa — niedawno doświadczyłem tego podczas spotkania z publicznością „na żywo".
Świadomy ulotności zainteresowania naszą sztuką i nami osobiście, skorzystałem z propozycji spotkania się z Państwem właśnie teraz i właśnie w takiej formie.
Daniel Olbrychski